Minęły kolejne dni. Matura już całe dwa dni bliżej, a ja czuję, że nie nauczyłem się absolutnie nic. Owszem poprawiłem swoje umiejętności z matematyki. Owszem byłem na innych lekcjach, ale na nich no cóż wiało nudą. Z angielskiego to właściwie wałkujemy to co już umiemy, to samo polski czy geografia. A nie przepraszam z tego ostatniego coś tam nowego było, ale ciekawe to nijak. Ot rolnictwo. Nuuuuda. Zdaję tą geografię, ale to trzeba być totalnym imbecylem, żeby nie umieć odczytać udziału rolnictwa z tabelki. Są też pozytywne strony. Ruszyłem moją pracę maturalną. Jestem w 2/5 całej pracy i wydaje mi się, że założony termin czyli marzec będzie spokojnie zrealizowany. Ale co ja tu o szkole mamy weekend czas odpoczynku i zabawy tym bardziej, że to ostatni taki przed postem, a ja jako katolik zwykle trzymam się takich rzeczy. Możecie się ze mnie śmiać, ale mocno wierzę w Boga i wiem, że pomaga mi na każdym kroku. Tyle "zbiegów okoliczności" nie może się wydarzyć na raz. To wszy...
Nieprzemyślany Blog o wszystkim