Uwaga post z 14 lutego archiwalny, może uda mi się wstawiać tutaj coś regularnie. Zobaczymy ;)
Ehh czternasty lutego. Najgorszy dzień w życiu każdego
singla. Wszyscy cieszą się, że znaleźli swoje drugie połówki, a Ty jak i reszta
singli najzwyczajniej w świecie im zazdrości. Nie ma w tym nic dziwnego,
przecież zakochani mają ten fajny wewnętrzny spokój, beztroskę i szczęście
choćby nie wiem co. Każdy chciałby być szczęśliwym prawda? No prawda dopowiem
sobie sam. Tak prowadzę monolog ze samym sobą, też jestem takim singlem jak
wielu. I przyznam się bez bicia, że też tak obchodziłem walentynki.
Zazdroszcząc. Jednak w tym roku jest inaczej. Nie zazdroszczę im, a cieszę się
ich szczęściem. Dlaczego? Wszystko przez to, że w zeszłym roku przeżyłem
zauroczenie, dość poważne, oraz próbę dla mojego charakteru, czyli pierwsze
zerwanie. Dobra, dobra, ale jak to się ma do odczuć walentynkowych. Otóż
poznałem jak to jest być szczęśliwym z inną osobą. Wiem jak to było, jak się
cieszyłem. Dostawałem wsparcie od moich przyjaciół, mimo, że uważali oni od
początku moją partnerkę za dziwną i niedojrzałą. Mimo to oni cieszyli się razem
ze mną. Teraz ja mogę cieszyć się razem z nimi. Nie ukrywam, że rozstanie było
bolesne, ale tak już chyba miało być. Dla mnie jako osoby wierzącej to po
prostu znak od Boga, że mam jeszcze czas, że będzie ktoś, kto pokocha mnie
naprawdę. Oczywiście miewam chwile zwątpienia, że jestem do dupy, ale mam
fantastycznych przyjaciół, którzy szybko wyprowadzają mnie z tego złego
nastroju. Dobra dość przemyśleń, teraz jak to się przekłada na praktykę. Otóż
dzisiejszy dzień walentynkowy był dla mnie dużo weselszy niż wszystkie
poprzednie. Od rana miałem randkę z grafiką inżynierską. Cudowny egzamin,
prawie same rysunki, wszystko umiałem, a i tak uleję. Dlaczego? Wystarczy jedna
źle pociągnięta kreska, a że ja ostoją spokoju nie jestem, to taka ewentualność
wchodzi w grę. Z tym jednak poczekajmy na wyniki. Wychodząc z egzaminu poczułem
niesamowitą ulgę. Tak to koniec sesji! Teraz tylko poprawki. Wreszcie mogę
wrócić do domu i odpocząć trochę. Po wyjściu już miałem totalnie gdzieś co
dostanę z tego egzaminu. Niech się dzieje wola nieba. Po egzaminie przyszedłem
do mieszkania, posprzątałem, spakowałem się i ruszyłem w podróż do Ilony, która
oferowała mi podwózkę do domu. Podróż minęła bardzo fajnie, poznałem niejakiego
Staszka, pewnie już go w życiu nie zobaczę, ale bardzo miła osoba. Cenię osoby,
z którymi można porozmawiać na więcej niż jeden temat. On na szczęście się do
takich zaliczał. Żarty się sypały, rozmowa się toczyła. Nawet nie
spostrzegliśmy się, a już byliśmy w domu. W domu dostałem obowiązkowe powitanie
od psa. Przyjechali rodzice z pracy, którzy się stęsknili za swoim niewidzianym
przez dwa tygodnie synem. Zostałem wyściskany od góry do dołu. Dostałem
walentynkę od siostry z ładnym wierszykiem, a wieczór spędzam tak. Pisząc ten
tekst, redagując kolejne przemyślenia, które wpadają mi do głowy. Jest ich
znacznie więcej, ale planuję robić to często, więc zostawiam sobie otwartą
furtkę na przyszłość. Wielkie dzięki dla Amandy, która wysłuchuje wszystkich
moich marudzeń i zachęciła mnie do przelania swoich myśli na elektroniczny
papier. Ama jesteś wielka! Wytrzymaj z nami wariatami jak najdłużej :D
Komentarze
Prześlij komentarz